Dziewczynka

Dzieciństwo jest jedyną porą, która trwa w nas całe życie. Ryszard Kapuściński W dzieciństwie byłam grubaskiem. Słodką pyzą do s...



Dzieciństwo jest jedyną porą, która trwa w nas całe życie. Ryszard Kapuściński

W dzieciństwie byłam grubaskiem. Słodką pyzą do schrupania. Była ze mnie wtedy istna fashionistka (Jezusie, co to za durne określenie. No wiecie, byłam supermodna). Dziś pozostała po tym wspomnieniu jedynie pyza - i to nie do schrupania, tylko pyza odnosząca się do mojej pełnej twarzy.



Ma kochana rodzicielka dbała o mój wizerunek, zawsze musiałam wyglądać na czasie, wywoływać okrzyki "WOW" w sklepie osiedlowym, na imieninach cioci i w szkole (dzięki temu miałam świetne powodzenie w podstawówce i swoją kolekcję plastikowych pierścionków od adoratorów). 
Z racji tego, że mieszkałam w małym mieście, porządny sklep z dobrymi dziecięcymi/młodzieżowymi ubraniami był tak naprawdę jeden, więc babcia również szyła nam sukienki, bluzki, spodnie bądź przerabiała zakupione.

Gdy moja siostra trochę podrosła, zaczęłyśmy ze sobą walczyć podczas wypraw do jedynego porządnego sklepu. Każda z nas musiała kupić sobie taką samą liczbę ciuchów (nic to, że jedna czegoś bardzo potrzebowała, a druga nie), rzadko dawałyśmy się przekupić lizakiem bądź lodem w zamian za nierobienie scen przy ladzie. Z tego okresu został mi uparty charakterek, ale nie kłócę się np. z moim facetem przy ladzie, jeśli kupi sobie trzy T-shirty, a ja tylko jeden (ekhem, rzadko kupuje więcej, ale jednak raz na ruski rok ma to miejsce).

Dopóki mama miała nasz styl pod kontrolą, dopóty wyglądałyśmy ekstra. Potem było już coraz gorzej. Ale w tym momencie wyprę z pamięci moje młodzieńcze eksperymenty.
Mniej więcej do 10. roku życia zawsze wyglądałam dziewczęco, schludnie, grzecznie i uroczo. Koniecznie muszę zeskanować swoje zdjęcia, gdy tylko pojawię się w rodzinnym domu. Muszę się przecież pochwalić mym urokiem osobistym i pyziastą urodą.

Na głowie oprócz ciemnych blond włosów zawsze miałam kokardę, ozdobną opaskę bądź zaplecionego kłosa/warkocza dobieranego/francuza. Do uczesania ma rodzicielka przywiązywała ogromną wagę. Wszystko oczywiście było dobrane do stroju. Miałam piękne i urocze sukienki. Niektóre z nich chętnie bym dziś ubrała. Miałam też urocze kombinezony, kurtałki, komplety, getry, marmurki... I obowiązkowo przeróżne skarpetki z falbankami do lakierków. To były fajne czasy!

A piszę o tym nie bez kozery, bo mam na sobie dziecięcą sukieneczkę, w której czuję się jak 6-latka. Wprawdzie nie jest moja, została zakupiona w vintage shopie, ale uważam, że jest niezwykle urocza. Ma świetny materiał, krój - wprawdzie kieszenie są za wysoko, ale za to jakie odcięcie pod biustem wyszło... 



PS Post nie ma nic wspólnego z narodzinami tego biednego brytyjskiego dziecięcia... 

Hałda!
!! KONKURS !!

Zobacz też

19 komentarze

  1. fajny zegarek :)
    obserwujemy ? zapraszam do obserwacji :stylerefoulee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Prześliczne zdjęcia kochana:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. E, nie zrobiłam mu zdjęcia, jak jest zamknięty - wtedy jest ładniejszy ;)

      Usuń
  4. Pieknie !
    zapraszam do mnie na CANDY !
    http://mojamalaskandynawia.blogspot.com/2013/07/candy-collection-marine.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak czytałam ten wpis, to mam wrażenie, że ty bardziej poddawałaś się eksperymentom mamy, i słusznie. Ja raczej wszystko chciałam robić sama, nic mi się nie podobało i nie miałam kokard itp, a szkoda ! Ty letnio ubrana, a u mnie w Gdańsku zimnisko !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty byłaś dzika :P
      U mnie upały cały czas!

      Usuń
  6. Ta sukienka ma swój urok. Bardzo fajny wisiorek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawa sukienka, taka " z klimatem" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaka śliczna sukienka, te paseczki i guziczki!!!!!Kupiłam parę dni temu ogrodniczkę w takie paski i na guziki z przodu:) Uwielbiam infantylne akcenty w ubiorze, bardzo lubię też lolicie sukienki, ale trzeba szperać, żeby nie przesadzić w drugą stronę, szczególnie ktoś o mojej wadze i wieku;)
    Ja byłam chłopczycą i to dość długo. Moje pragnienie noszenia spodni było nie do przejścia dla mojej mamy. Do spódniczek musiałam dorastać i to był już wiek naście, a to i tak najpierw nosiłam te do kostek, a dopiero potem przyszedł czas na sukienki, też do kostek:))) Na różne długości obudziłam się trochę za późno, ale ważne że w ogóle, chyba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam infantylne elementy i słodkie sukienki :)
      W wieku nastoletnim zaczęłam się buntować przeciwko wstążkom, kieckom i ładnie dobranym kolorom i zaczęłam się ubierać... Cóż, niezbyt ładnie ;) Obcięłam się nawet maksymalnie krótko. Wyglądałam jak chłopiec w bojówkach. Fazy były przeróżne.
      Od paru lat wprowadzam trochę kobiecości, ale szpilki i eleganckie ciuchy to nadal nie są moje klimaty ;)

      Usuń
  9. jej jak uroczo wyglądasz w tej kiecce <3 mnie też czasem nachodzi na looki w takim stylu hehe wszystko zależy od nastroju :) śliczna sukienka <3

    pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  10. Pieknie tu zostaje na duzej !

    zapraszam do mnie na licytacje i candy !
    http://mojamalaskandynawia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. ah śliczna sukienka !!
    dodałam do obserwowanych !!!


    http://leneshelley.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. "I obowiązkowo przeróżne skarpetki z falbankami do lakierków. " - tak taaak, to były czasy :D a sukieneczka urocza! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sukienusia ♥
    Styl od najmłodszych lat! ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudna! chętnie bym sobie załozyłą :-)

    OdpowiedzUsuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram