OFF Festival 2013

OFF Festival się zakończył.  Szkoda, bo podczas tych 3 dni totalnie odcięłam się od świata. Żyłam tylko Doliną Trzech Stawów, koncertami,...

OFF Festival się zakończył. Szkoda, bo podczas tych 3 dni totalnie odcięłam się od świata. Żyłam tylko Doliną Trzech Stawów, koncertami, świetnymi ludźmi, klimatem. To jak dla mnie najcudowniejszy festiwal. Pora na małe podsumowanie. 

Dzień pierwszy - piątek
Najpierw o stroju - postawiłam na prostotę, w końcu upał jak diabli. Biały T-shirt, spodenki, espadryle i torba Dziadostwo, która dzielnie towarzyszyła mi przez cały festiwal. Pojemność niezastąpiona. No i kompas na szyi, jakbym lubego zgubiła... 
Już w drodze na festiwal poznaliśmy strasznie pozytywnego Piotra, który przyjechał z Olsztyna i który "prześladował" już nas przez cały czas. No to OFF zaczęliśmy od piwa. Potem koncert Girls Against Boys - czyli weterani amerykańskiej sceny noiserockowej. Dali naprawdę świetny, głośny koncert.
Większość czekała na okrzyknięty wydarzeniem roku koncert Zbigniewa Wodeckiego z Mitch & Mitch, którzy zaprezentowali album z 1976 roku. No i cóż... Publika się podniecała, ochała, wzdychała, krzyczała, klaskała... Nie wiem, czy jestem mało wyluzowana, czy po prostu nie udaję, że nagle Wodecki to najbardziej alternatywa gwiazda z możliwych. Mam wrażenie, że niektórzy stwierdzili, że muszą go słuchać, mieć wszystkie płyty, bo Rojek go zaprosił, więc to musi być cool. Koncert momentami fajny, ale za mało jaja, za mało Mitchów, a za dużo po prostu Zbigniewa. Tyle w temacie. Nie powalił.
Potem gwiazda wieczoru, czyli The Smashing Pumpkins. Cóż, kiedyś był to legendarny zespół, teraz ze starego składu niewiele pozostało, ludzie krytykowali Billy'ego Corgana za wydatny brzuch i przykrótką koszulkę... Litości. Facet nadal jest w formie, pojawiły się też największe przeboje, koncert ogólnie na plus. Aczkolwiek jakieś playbackowe bity i symfoniczne wstawki były dość słabe. Ale basistka miała fajną kieckę. 
Więcej w piątek zobaczyć mi się niestety nie udało. Zmęczenie i ziiiiimna noc.

Dzień drugi - sobota
Duch!Tym  razem postawiłam na prostą kieckę. 
Koncertowy dzień rozpoczęłam od Metz (nie jest to zespół Piotra Metza, cudnego dziennikarza). Konkretny gitarowy hałas, przesterowane gitary, niesamowita energia. No i upierdliwy upał. Było zacnie!
Przyjemny koncert dali też Merchandise. Trzyosobowy zespół postpunkowy. Dobre to było.
Potem się trochę uspokoiliśmy przy Jensie Lekmanie. Szwedzki grajek wzruszający swą muzyką, no i niezły gawędziarz! Kolejną godzinę podzieliłam między The Walkmen i Julię Holter. Najpierw indie rock dla dorosłych, a potem delikatność. Przy Julii Holter miło było poleżeć i się zdrzemnąć. Piękny głos, niesamowity nastrój, więc no co... Udzielił mi się spokój i trochę oko się pomknęło...  
I teraz znowu wykazałam się swoją niealternatywnością. Zamiast na Skalpel (wszyscy mówili tylko o nich) poszłam posłuchać... jazzu. Bohren &  Der Club of Gore to grupa założona dwie dekady temu, lubiąca ekstremalny metal, a grają jazz. Chcieli, żebyśmy poczuli się jak w grobie. Eee, było o wiele przyjemniej. Chyba że tak właśnie miło w nim będzie, to mogę umierać. 
To był jakiś wyciszający wieczór - Godspeed You! Black Emperor to gitarowa grupa z Montrealu, występom której towarzyszą wizuale świetnie zgrane z napływającymi do naszych uszu dźwiękami. Mnie po wcześniejszej dawce wyciszenia trochę pod koniec znudziło, ale występ na pewno godny zobaczenia. 
No i na koniec zaserwowaliśmy sobie występ zespołu Austra. Katie Stelmanic, wokalistka, ma genialny głos! Był to koncert na rozruszanie, mnie zdecydowanie obudził! 

Dzień trzeci - niedziela
W niedzielę postawiłam na kieckę, ale tym razem długą. Na zimny wieczór idealna. 
Ziombol! 
Po obiedzie w Hurry Curry (yummy!) festiwalowy dzień zaczął się od Très.B. To ci od Paszportu Polityki. Międzynarodowe trio z Misią Furtak - podobało mi się! Widziałam ich pierwszy raz i polecam serdecznie. Miły dla ucha koncert.
Potem ostre granie Japandroids. Dwóch facetów, a hałas taki, że hej. Trochę za głośno, więc poszliśmy na piwo.
A potem czas podzieliliśmy między Molestę (przed Molestą podeszła do mnie ruda istotka, która mnie rozpoznała, serdecznie pozdrawiam, to miłe i cieszę się, że odważyłaś się podejść! I masz cudnego synka!) a Fucked Up. 
Molestę lubię, początek średni, ale potem już było lepiej. A Fucked Up... Ich koncert zaczął się dla mnie od tego, że wokalista chyba postanowił przywitać mnie osobiście i wyszedł mi na powitanie przed namiot, w którym grał ;) Szalony koncert, tak głośny, że bez zatyczek w uszach chyba bym nie wytrzymała. 
Potem średni jak dla mnie koncert Super Girl & Romantic Boys. Nie przekonuje mnie ta cała konwencja kiczu, nie trafia to zwyczajnie do mnie. Nie było zresztą słychać słów. 
Nierówny koncert dali Deerhunter. Były momenty genialne, ale były też męczące. To podobno jeden z najlepszych amerykańskich zespołów gitarowych - nie wiem, może. 
Potem już tylko Goat, czyli popis ekspresji, tańczące szamanki, świetne wizualizacje, niesamowita energia. Poszłam jednak pod koniec sprawdzić Cass McCombs na scenie eksperymentalnej - mieszane odczucia, zatyczki się przydały. Chyba byłam zbyt zmęczona, żeby się wkręcić. Zdrzemnęłam się. 
No i na koniec gwiazda, na którą czekano... My Bloody Valentine. Rzeczywiście, bez zatyczek nie dałabym rady. Zespół to kompletnie nie moja bajka, więc po prostu po pół godziny zmyliśmy się do domu. Praca niestety czeka... Powrót do monotonii. Chlip, chlip. 
Czy ja zdradzałam, jak mam na imię? Zdrobnień nie lubię - to dzieło mego chopa. 

A w konkursie ważkowym wygrała Mysza! Gratulujemy :) 

Zobacz też

26 komentarze

  1. jej, jaka Ty jesteś śliczna :)) aż nie mogę się napatrzeć :) klimat dziewczyna! Festiwale zawsze dobrze :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Love all three outfits, but my favourite is the one with the shorts cause I like it casual and simple :)
    Also love your hair so much!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie miałaś...najważniejsze, że się dobrze bawiłaś. Niestety nie mogłam być, a twoja relacja spowodowała, że mam wyrzuty sumienia!

    Tak nawiasem mówiąc to masz bardzo fotogeniczną buźkę.
    Pierwszy look, rewelka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podobają mi się espadryle z pierwszego dnia:)
    Cóż, ludzie z kultowych zespołów też się starzeją, może trudno nam się z tym pogodzieć, bo przypomina nam to, że my też dziadziejemy - dziadostwo;))

    OdpowiedzUsuń
  5. W każdym zestawie jest Ci pięknie :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje włosy!! super stylówka :) też tam miałam być, ale jednak nie wyszło :(

    OdpowiedzUsuń
  7. This is what I'm like the most ! Just amazing

    OdpowiedzUsuń
  8. śliczna kiecka! jesteś taka urocza wiesz?! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, czasem mi się zdarza... ;)

      Usuń
  9. Uwielbiam Twoje włosy i okulary - prześliczne zdjęcia :))

    OdpowiedzUsuń
  10. ale fajna z Ciebie babeczka! ;) a na pierwszym zdjęciu z 2 stylizacji jesteś trochę niewidzialna :D super ciuszki, super włosy, wszystko super! a festiwale to czad ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem lubię "zrobić się" na ducha :P ;)
      Dzięki! :)

      Usuń
  11. Wyglądasz świetnie! W każdym zestawieniu uroczo! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. my sie wybieramy na Tauron w sobotę li i jedynie. Jesteśmy ograniczeni czasowo i finansowo, ale mysle że choc na jeden dzień warto.Sporo fajnych zespołów się zjeżdża
    Ich na pewno nie chciałabym przegapić: http://www.youtube.com/watch?v=lrOVaqdYxuM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, sporo, sporo! Ja bym chciała koniecznie Moderata zobaczyć. Ale coraz poważniej to rozważam, więc pewnie się wybiorę na jeden dzień :) Szkoda, że w kopalni dopiero za rok...

      Usuń
  13. spodenki w kolorze haki mnie urzekły, wyglądasz Rewelacyjnie Kochana:)
    Obserwujemy i lubimy się na FB?
    Pozdrawiam Serdecznie :)
    http://zocha-fashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja festiwal tylko z radia :-( a słyszałam, że działo się świetnie... może którymś razem w urlopowej porze mi to wypadnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajny blog, dołączam do podglądających :)

    OdpowiedzUsuń
  16. To musiała być konkretna dawka wrażeń :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo podoba mi się Twój styl ale sama nie mogłabym się tak ubierać, Tobie pasuje szczególnie do włosów <3 Zazdroszczę też OFFa chociaż nie ze względu na dobre koncerty tylko samego klimatu festiwalowego. Ja byłam na pierwszym, w Mysłowicach, nie wiem nawet gdzie go teraz organizują. Wtedy raczkował, nie był jakoś szczególnie wyjątkowym festiwalem ale miło go wspominam. Sama nie mogłam być w tym roku na Woodstocku i czuję, że moje wakacje na tym bardzo ucierpiały :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Aaaa no i o co cho z tymi puszkami coca coli? :>

    OdpowiedzUsuń
  19. Wróciłaś! ;)
    Ano była maszyna (podobno jest też w Silesii), która pluła takim puchami ;) Wystarczyło napisać, co się chciało.
    A OFF jest teraz w Dolinie Trzech Stawów.

    OdpowiedzUsuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram