Jakby tak troszkę za zimno.

Pisałam ostatnio, że jesień, że fajnie i fajnie, chociaż chyyyba troszkę zapomniałam z czym wiąże się ta pora roku. Rano do pracy, ciemn...

Pisałam ostatnio, że jesień, że fajnie i fajnie, chociaż chyyyba troszkę zapomniałam z czym wiąże się ta pora roku. Rano do pracy, ciemno, powrót, ciemno. Jakby czas się skurczył troszkę i dni mijają zupełnie inaczej. Sezon chorobowy oficjalnie przeze mnie rozpoczęty. Ale marudzę! No ok, mam nadzieję, że październik okaże się bardziej słoneczny i że to, o czym pisała Ruda Frela w ostatnim poście, spotkania, chociażby na te parę chwil, żeby wypić kawę, pogadać, pośmiać się z otaczającej nas rzeczywistości i m.in. tego naszego, jakby to nazwać, informatyczno - technologiczno - sprzętowego zacofania...;) że będzie na to więcej czasu. A tymczasem, w oczekiwaniu właśnie na to, i na słoneczne dni iii szybkie, stu procentowe! wyleczenie, z kubkiem herbaty malinowej w ręku, z dużą ilością cytryny, posyłam w świat taki króciutki post :)

Murek na ulicy Zajączka w Katowicach. Ciężko było znaleźć fajną uliczkę, bez sznurka zaparkowanych samochodów i w sumie się nie udało, ale chociaż ładne ogrodzenie czyjegoś domu nam posłużyło. 
Mam na sobie moją ulubioną koszulę, która tego lata służyła mi bardzo intensywnie i jesienią pewnie też z niej nie zrezygnuję. Do tego secondhandowe zdobycze, stare jak świat. Naszyjnik i bransoletka z H&M, na szczęście mnie nie uczuliły, bo ich kolczyki niestety, ale mi nie służą. Chusta, wtedy zawieszona na torebce, teraz jedyne jej słuszne miejsce i zadanie, to ogrzewanie mojej szyi. Skóropodobne tenisówki, kupione bardzo niedawno, bo miałam nadzieję,że jeszcze w nich pochodzę, a ewentualny deszcze ich nie przemoczy, ale teraz już rzadko kiedy je zakładam, bo bym po prostu zmarzła. Pamiętam, że jak byłam młodsza, rzadko kiedy myślałam kategoriami, że mogę zmarznąć i trzeba się przecież ubrać. Teraz już jest troszkę inaczej, chociaż i tak często marznę, ale to kwestia tego, że czas udać się na zakupy i znaleźć jesienną, CIEPŁĄ, kurtkę :)

Aaa na koniec dnia, przed frelową kawą w Hipnozie, spotkałyśmy Ziombola, o którym zresztą rozmawiałyśmy tego samego dnia. No i jak tu sobie z Ziombolem zdjęcia nie zrobić :)
Tak jeszcze odnośnie do K44, ostatni koncert w Katowicach był bardzo udany. Kto ma okazję zobaczyć i posłuchać na żywo, niech się sam przekona, w jakiej chłopaki są formie. Trzymam kciuki!
Do następnego!

Zobacz też

4 komentarze

  1. Ładnie, klasycznie!!! Mnie też mierzi ta nie złota jesień. W gardle coś gryzie, trzeba się czosnkiem ratować!!! :D Zdrówka życzę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadzam się, bardzo zimno się zrobiło, zwłaszcza rano ;9

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie u Ciebie są w SH takie perełki?

    OdpowiedzUsuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram