A za bajtla...

Zbliża się Dzień Dziecka, więc dzisiaj wspominki śląskiego bajtla, odpowiednio zilustrowane :) Jak wyglądało to moje wczesne dzieciństwo?...

Zbliża się Dzień Dziecka, więc dzisiaj wspominki śląskiego bajtla, odpowiednio zilustrowane :)Jak wyglądało to moje wczesne dzieciństwo? Wiadomo, przede wszystkim brak tych wszystkich komputerów i innych sprawiał, że spędzało się duuużo czasu poza domem. Odrobić lekcje, zjeść obiad i od razu na dwór (albo jak kto mówi, na pole;)). Oprócz telewizora i troszkę później gier telewizyjnych nie było zbyt wielu innych zajęć. A zresztą, jak weszły gry telewizyjne, to i tak spędzaliśmy dużo czasu na dworze. Ah, mam z tym tyle dobrych wspomnień.


Zaszywanie się w wysokich trawach na kocach, robienie sobie tam pikników, po skoszeniu tych samych traw budowanie z nich fortec i przesiadywanie tam godzinami. Łapanie tych wszystkich biednych koników polnych, żab i szmaterloków. Za mniejszego bajtla ciaplyta! To chyba typowo śląskie słowo, nie wiem czasem, czy nie moje ulubione. Ciaplyta, czyli błoto. 
Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko, i takimi dziećmi najczęściej byliśmy. Brat szczególnie, taki mały chachor. Wiecznie jakieś siniaki, strupy na nogach, wizyty na pogotowiu i zaszywanie bardzo brawurowo nabytych ran. Brat bliźniak zresztą! Na szczęście ja swoim spokojem równoważyłam tę jego pierońską nadruchliwość, więc rodzice jakoś dawali radę :) Z bratem w ogródku mieliśmy piaskownicę, w której przesiadywaliśmy godzinami. Nic więcej do szczęścia nie było nam potrzeba. Woda, szlauf ogrodowy, zabawki i towarzystwo innych dzieci, a to było zawsze. 


Oczywiście wiadomo, jak odbywał się proces organizowania dzieci do zabawy?! Od klatki do klatki: "Dzień dobry, czy Ola, Basia, Weronika Dominik, wyjdzie na dwór?", i wychodzili. Później już tylko z każdego bloku można było usłyszeć wołanie kolejnych mam "Natalia, Basia, Dominik, Marcin do domu!!!!!". 
Cudowne czasy... Oranżady w proszku, w butelkach, gumy balonowe, Huby buby, Kaczory Donaldy, Turbo! Zbieranie przeróżnych kapsli, naklejek, karteczek z Królem Lwem i innymi bajkami. Złote myśli, gdzie każdy pisał, czy jest zakochany, ile ma wzrostu i jaki kolor lubi najbardziej. Jeju ile tego było! Gumy do skakania, to był szał! Skakanki, hula hopy. Rysowanie kredami po chodnikach i granie w klasy. Synki kochały fusbal, czyli oczywiście piłkę nożną. Później, oprócz piłki, zaczęli zauważać również frelki, więc pierwsze dyskoteki i jakże poważne i nieraz burzliwe miłości! Dobrze sobie czasami powspominać to wszystko, a to i tak przecież nie wszystko! Aż bierze nostalgia troszkę. Mnóstwo dobrych wspomnień i cóż mogę powiedzieć, moje dzieciństwo na pewno było beztroskie i szczęśliwe. Wiem, że nie każdy takim może się cieszyć czy mógł takie mieć, ale mam nadzieję,że jednak większość z Was, czytających, mogło cieszyć się podobnym jak ja i moi rówieśnicy. Ja miałam naprawdę duże szczęście...
W każdym razie życzę wszystkim dzieciom, żeby miały radosne dzieciństwo, cokolwiek to aktualnie nie znaczy... Oby jeszcze gdzieniegdzie znaczyło również dużo ciaplyty i uciekających szmaterloków (czyli motyli) :) 

I tak pokrótce, co mam na sobie: bluzka i tenisówki H&M, spodnie Promod, torebka w kiepskim stanie, zmaltretowana przypinką, przywieziona z TJ Maxx,   

Zobacz też

2 komentarze

  1. Moje dzieciństwo wyglądało identycznie - chociaż błota nie lubiłam bardzo ;P
    I chociaż nie byłam towarzyskim dzieciakiem - jakoś tak zawsze wolałam czytać w domu książki, póki nie umiałam czytać - to przeglądać je ;P
    ale właśnie złapałam się na tym, że tak - pomimo tego nie ominęły mnie karteczki, złote myśli, dzwonienie domofonami po koleżanki, gra w gumę i zwisanie z trzepaka ;P
    też lubiłam skoszone trawy, naprzeciw mojego bloku były wtedy takie dzikie pola, tam po deszczu były prawdziwe jeziora, z krystalicznie czystą wodą i kaczeńcami w niej :) jejku, ile ja tego pamiętam :)!

    a... moją ulubioną rozrywką było swego czasu.. uwaga... tak, uwaga... huśtanie jarzęębiny na huśtawce! zrywałam jarzębinę, "sadzałam" ją na huśtawce i dalej... aż dziw, że nikt mnie nie uznał za dziecko z autyzmem.
    Zabawa stała się mą znienawidzoną, kiedy któregoś razu jarzębina mi spadła, ja się po nią schyliłam, huśtawka... trzepnęła mnie w ucho. Jak to się stało, że nie w głowę - nie wiem do dziś.
    Ucho się rozcięło, krew się lała, ja wyłam - bliznę mam do dziś ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny kolor włosów !!! zaobserwuje za ten pozytywny post ;)) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram