Jak przygoda, to tylko w Warszawie, Warszawie. Jak Warszawa, to w maju, gdy kwitną bzy

W weekend odwiedziłam stolycę. O 5 rano dzielnie ruszyliśmy w drogę, po przespaniu jedynie trzech godzin liczyłam na mały odpoczyne...

W weekend odwiedziłam stolycę. O 5 rano dzielnie ruszyliśmy w drogę, po przespaniu jedynie trzech godzin liczyłam na mały odpoczynek w autokarze. Niestety, okazało się, że ten pełen atrakcji dzień będę musiała przeżyć przemęczona. I to psychicznie. Odkryłam, że śmiech ludzki potrafi bardziej irytować niż wiertarka u sąsiadów o poranku, bardziej niż budzik dzwoniący w momencie, gdy masz pocałować Ryana Goslinga... Naprawdę. Nic z taką siłą nie potrafi wryć się w mózg. 

Przynajmniej droga powrotna upłynęła mi pod znakiem świętego spokoju i błogiej ciszy.

Po dotarciu najpierw zapoznałam się z Muzeum Chopina, potem wpadłam na "Białą bluzkę" Krystyny Jandy do och-teatru. Jak dorosnę, chcę być taka jak ona. 
Uwielbiam inspirujące kobiety, a "Biała bluzka" jest monodramem Agnieszki Osieckiej, reżyserią zajęła się Magda Umer, zaś wykonaniem najlepsza aktorka, czyli Janda. Sztuka zabawna, a jednocześnie pełna tragizmu i sprzeczności - jak jej bohaterka, która walczy sama ze sobą - jest jednocześnie pedantką i kobietą totalnie rozchwianą. Sztuka uniwersalna, bo czyż wielu z nas nie toczy bitew ze sobą, nie potrafi wygrać z samotnością, dojść do ładu z własnymi emocjami...?

Cały dzień latałam w zwyklaku - biała bluzka z Zary (w końcu byłam na "Białej bluzce"...), czarne rurki, płaskie buty i marynarka z H&M.

Wieczorem, jak na księżniczkę przystało (kiecka przebrana i tenisówki na girach), bawiłam na balu z warszafskimi i pozawarszafskimi osobistościami. Nie powiem, zacnie było. I szacun dla Jakubika i zespołu Dr Misio za porwanie nawet najbardziej sztywnej publiki. Nawet tej w garniturach. Pogo, pogo, pogo! 





Palma i Pałac Kultury zaliczone. Jakże by inaczej.




                                   
A w następnym poście trochę o hipsterach i otwarciu pewnego stacjonarnego gyszeftu (pol. sklepu) - wszyjstko dlo babów, chopów, bajtli i wiela inkszych cudowności :) 

Zobacz też

4 komentarze

  1. Warsaw by night good? ;)
    Piękny ten Twój zwyklaczek :) Zazdroszczę Ci bardzo, bardzo warszawskich atrakcji :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie bez bluzki na bluzkę trochę niezręcznie;-) ale że ten śmiech gorszy od budzika i Goslinga..może być coś gorszego?;-)

    Pozdrawiam ciepło,
    Mayoume

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tej pory myślałam, że nie ma nic gorszego. Chociaż jak się głębiej zastanowię nad tym Goslingiem...;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. ja się do Warszawy na dłużej niż pięć minut wybieram od pięciu lat i nigdy mi nie idzie ;P
    także zazdro całkowite ;P
    też bym sobie pod palmą fotę cyknęła :( a tak, to mi tylko Manufaktura znowu zostaje :(

    OdpowiedzUsuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram