Kino - co się zmieniło

Film jest zły wtedy, jeśli ktokolwiek z publiczności chociaż na chwilę może odwrócić oczy od ekranu.   Alfred Hitchcock Początek ...


Początek lat 90. Kilkuletni szkrab łapie babcię za rękę i maszeruje do kin Bałtyk albo Polonia. Jedynych w mieście. Kameralnych i z niepowtarzalnym klimatem. Jakby mi ktoś wspomniał wówczas o okularach 3D, to pomyślałabym, że opowiada o jakimś wynalazcy konstruktorze z "Bajek Robotów" Lema. Dziś te piękne wspomnienia zastępują mi kina studyjne - bez nich byłoby mi bardzo ciężko. 

Na wspominki dotyczące kina wzięło mnie po przeczytaniu jakiś czas temu felietonu Feliksa Falka pt. "Magia kina" w magazynie "Zwierciadło". I mimo że nie odwiedzałam tego magicznego miejsca, jakim jest kino, w latach 50., 60. czy 70. z wiadomych względów, mam takie same odczucia co autor. Być może wynika to z tego, że jestem rudą frelą, która bardzo powoli dostosowuje się do nowoczesności. Lubię starą muzykę, stare meble, stare filmy, stare radia... Kocham wszystko, co zawiera w sobie historię i odrobinę tajemnicy. 

To właśnie dlatego każdy wyjazd na Kino na Granicy jest dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem. Jeżdżę tam, żeby zetknąć się z niecodziennym kinowym klimatem. Żeby zostać wtajemniczona. Bez popcornu. Bez coca-coli. Bo oglądanie filmów, jak podkreślił Falk, stało się dla nas taką samą czynnością jak jedzenie, które zresztą zazwyczaj łączy się z pobytem w multipleksie. 
Nie potrzebuję dźwięku Dolby Surround i megawygodnych foteli - ja wolę słyszeć te charakterystyczne trzaski taśmy, jakie możemy usłyszeć, oglądając stare filmy - bo nie są puszczane z dysków twardych, nośników optycznych i innych ustrojstw. Oczywiście większość filmów jest cyfrowa, to oczywiste, ale polecam Wam porównanie, jeśli macie okazję obejrzeć stary, trzeszczący i zacinający się film... 
Brak koncentracji zauważalny u widzów też bywa drażniący. Nie po to idę do kina, żeby czuć, że w nim jestem, ale po to, żeby wejść w jakąś historię, wczuć się, wyciszyć i odciąć od wszystkiego. Niestety, telefony komórkowe świecące po oczach - bo SMS, bo film się dłuży, bo tak - są irytujące i bardzo skutecznie potrafią zepsuć cały nastrój. 

Dlatego z takim rozrzewnieniem wspominam dzieciństwo - bajki i filmy dla dzieci puszczane w Bałtyku i Polonii. To, jak odcinałam się od rzeczywistości i przeżywałam w małej główce wszystko jeszcze bardzo długo. Bo kiedyś wszystko doceniało się bardziej. Inaczej. Cyfryzacja jest dobra, korzystam z jej dobrodziejstw, ale zabija. Zabija magię. 
Źródło: http://www.tubylokino.pl/

Tu były kino Bałtyk i Polonie we Włocławku...

Zobacz też

2 komentarze

  1. Tak, u mnie w miasteczku było kino Słońce. Pozostałość komuny. Wiadomo, bardziej komercyjne, niż studyjne, jak na tamte czasy, ale na szczęście jeszcze nie to co Multikino czy Helios. Zburzone, no ale już prawie nikt nie chodził...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą absolutnie!!! W moim miasteczku jest jeszcze stare kino. Wieki tam nie byłam, ale może przy najbliższej okazji wybiorę się zobaczyć jak teraz funkcjonuje.

    OdpowiedzUsuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram