Co w śląskiej prasie piszczało #2

Katowicki wonsz. No to odsłona druga moich ulubionych przykładów ze śląskiej prasy sprzed lat.

Katowicki wonsz.

No to odsłona druga moich ulubionych przykładów ze śląskiej prasy sprzed lat.


127 lat temu: 
  • 24 czerwca 1887 r. na stawkę wojskową w Katowicach matka przyniosła 22 lata liczącego poborowego z Wirka. Był on tylko 75 cm wysoki, a zatem nie większy od rękawa. Brat jego służył już przy wojsku i był słusznym chłopem. Delikatny poborowy wyglądał jak pięcioletnie dziecko, bo tylko tyle rósł. Potem pozostał we wzroście, mowie, rozumie i jedzeniu dziecka. Jedyne, co go od małych chłopców wyróżniało, to namiętne palenie tabaki. Malec zgrabnie kurzył cygaro nawet na rękach matki. I nikt mu nie mógł tego zabronić.
    To były czasy...
106 lat temu:
  • 28 czerwca 1908 roku wielką sensację wzbudził pewien mieszkaniec Bytkowa, gdy wczesnym rankiem wdrapał się na płot, wymachiwał rękami i udawał pianie koguta. Biedak ten od dłuższego już czasu cierpiał na tzw. kurzy śpik (stan chorobliwy, w którym człowiek o zmierzchu nic nie widzi i musi chodzić spać z kurami, czyli wcześnie). Pewna zabobonna kobieta zdradziła mu, jak to odczynić. Idąc za jej radą, nim jeszcze drób wybiegł z kurnika, wlazł na płot, wrzeszcząc "kukuryku". Wszyscy sąsiedzi myśleli, że popadł w obłąkanie, a jego przypadłość nazwali "kurzy śpik umysłowy". Ciekawe, czy przypadłość minęła...
  • W Gliwicach hutnik Książyczek zażądał od żony pieniędzy na oparę (gorzałkę). Nie otrzymawszy ich, utopił się pomimo wodowstrętu.
    Ech, te baby...
85 lat temu:
  • W sali Michała Mańki w Lubszy Śląskiej, przy patefonie z ogromną tubą, bawili się członkowie Towarzystwa Śpiewu "Lutnia". Byli tam m.in. nauczyciel Biernacki, Golasiowa i Felek Opiełka. Rodzinę Szczechów reprezentowali Marta, Gertruda i 18-letni Paweł. Edeltraudy, późniejszej żony Pawła, na zdjęciu brak, bo miała wtedy trzy lata i występowała w jasełkach. 
    A to ci Pawełek...

  • 30 czerwca 1929 r., w hali kąpielowej w Siemianowicach miał miejsce kąpielowy przymus. Z powodu nieporozumienia w interpretacji przepisów, dozorca sterroryzował moczącą się publiczność. 
    Każdy odwiedzający pływalnię był zobowiązany do wykupienia biletu, który upoważniał go do 45-minutowej kąpieli. Chodziło o to, by ludziska za psi pieniądz nie moczyli się cały dzień w wodzie. Nagle powstało zamieszanie, a spowodował je nowy dozorca. Zaczął biegać nerwowo wokół basenu i tych, co wyszli z wody, wrzucać tam na powrót. Tak wziął sobie do serca przepis, że przed upływem 45 minut nikogo z wody nie wypuszczał. 
    Ludzie pod przymusem siedzieli w wodzie i szczękali zębami. Wyswobodził ich dopiero kierownik, który dozorcę terrorystę przywołał do porządku.
    No, rację miał chop - jak płacisz, to wykorzystuj na maksa!

  • Z broni małokalibrowej zastrzelił się w Zawodziu prezes miejscowego związku strzeleckiego Sylwester Wilkus. Podobno był w stanie dość podchmielonym. 
    No ale na Zawodziu, moim Zawodziu takie rzeczy?!
Tak Katowice pięknie rozkopane!

Chillout.

Miasto ogrodów, a tu ino krzoki... ;-)

Gryfna jesień w Parku Kościuszki. 

Zobacz też

1 komentarze

  1. Nigdy nie byłam ani w Katowicach, ani ogólnie na Śląsku :) jednak zdjęcia robią wrażenie <3

    OdpowiedzUsuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram