John Lemon - dobre, bo z Katowic

Przeglądając ostatnio zdjęcia z wrocławskich Nowych Horyzontów, przypomniałam sobie o tym, by uświadomić tych, którzy do tej pory pozosta...

Przeglądając ostatnio zdjęcia z wrocławskich Nowych Horyzontów, przypomniałam sobie o tym, by uświadomić tych, którzy do tej pory pozostawali nieświadomymi, że najlepsza lemoniada na świecie powstaje w Katowicach. I to blisko mojego domu. Tak, ta lemoniada, w której ostatnio gustują tak zwani hipsterzy. Poznajcie Johna Lemona. 

Już sama nazwa urzekła mnie kilka lat temu, kiedy pierwszy raz miałam okazję posmakować Yerbaty. Chwytliwa nazwa, prosta kapslowana butelka, równie minimalistyczna etykieta, fajny opis, no i co najważniejsze - naturalne składniki. 
Jako że wspieram wszystkie dobre dobra (jak ładnie), które powstają na Śląsku, wybierając się poza jego granice - zawsze wybieram właśnie Johna Lemona. Marka ta stawia na współpracę z małymi firmami, ważna jest dla nich jakość i naturalne składniki. 

Kiedy nie mam ochoty na kawę, wybieram Yerbatę, po której pobudzenie jest długotrwałe, w przeciwieństwie do tego po kawie. Na mniejsze zmęczenie biorę Kolę (z orzechami koli). 

Jeśli potrzebuję orzeźwienia - delektuję się lemoniadami rabarbarową, z czarnej porzeczki lub limonkową

Z kolei jeśli mam ochotę na coś słodszego, piję lemoniadę śliwkową

Wszystkie serdecznie polecam. 



A taki zestaw wybieram ostatnio najczęściej. Czarne rurki, Converse'y i dłuższy ciepły sweter (ten na zdjęciach, w jodełkę, to mój numer jeden z wełny jagnięcej, zakupiony w lumpeksie). Mimo tych kilku ciepłych dni poranki i wieczory wymagają narzucenia na siebie czegoś ciepłego. Ale nie powiem - piękny ten wrzesień.




Zobacz też

1 komentarze

  1. Ostatnio przechodziłem obok Johna Lemona. Świetna chwytliwa nazwa. Trampki i swetry (no i koszule w kratę) to moje największe miłości, więc nie może mi się nie podobać :)

    http://brewilokwencja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram