Tatry w październiku - Czarny Staw Gąsienicowy, Zawrat, Świnica

Opowiem Wam historię nieodpowiedzialnej baby. Niedoleczona choroba, kiepskie samopoczucie, kobieca przypadłość na dokładkę. I pomysł wy...

Zakopane, Tatry Wysokie, trasa w jeden dzień

Opowiem Wam historię nieodpowiedzialnej baby. Niedoleczona choroba, kiepskie samopoczucie, kobieca przypadłość na dokładkę. I pomysł wyprawy w Tatry. Wyprawy trudnej - należy dodać. 3 nad ranem - pobudka. Babę boli głowa, ale postanawia wyruszyć w góry. Tą babą jestem oczywiście ja. Dobrze, że mam u swego boku chopa - rozsądnego, pomocnego... Najlepszego. 


Nie powtarzajcie tego w domu. Jestem uparta i jak sobie wymyślę, że chcę jechać w Tatry, bo to ostatni weekend, który może mi pozwolić zdobyć coś wyższego bez śniegu - nie ma bata, muszę jechać. Góry są jak magnes. Przyciągają. Boję się ich, traktuję z szacunkiem, ale zawsze chcę wracać. To zrozumieją tylko ich miłośnicy. 

Trasę rozpoczęliśmy w Zakopanem, Kuźnicach. Haracz w budce Tatrzańskiego Parku Narodowego (całe pięć złotych) zapłacony, ruszamy. Po drodze zatrzymujemy się na śniadanie, robimy też sobie herbatę (polecam podróże z machiną turystyczną, dzięki której będziecie mogli zjeść ciepły posiłek i wypić gorący trunek). 

Spokojnie dochodzimy do schroniska PTTK Murowaniec. Spędzamy kilka chwil, analizujemy mapę i ruszamy do Czarnego Stawu Gąsienicowego. To miejsce iście magiczne. Promienie słońca odbijające się w wodzie jeszcze potęgują piękno stawu. Zachwycam się i zachwycam, ale wiem, że musimy ruszać na Zawrat. Robię to z uśmiechem na twarzy, jeszcze nieświadoma niczego... 

Gdy mijamy Zmarzły Staw (który rzeczywiście jest zamarznięty), zaczynają się schody. Nie, nie, głupio powiedziane - marzyłabym o schodach ;-) Zaczynają się trudne podejścia i prawdziwa wspinaczka. No i... Jest sporo lodu. Niepokoi mnie to, bo o poślizgnięcie się nietrudno, a konsekwencje mogłyby być bardzo nieprzyjemne. Oprócz oblodzeń pojawiają się korki. Musimy mijać się z ludźmi, którzy schodzą i którzy mają problemy w kominie skalnym. Na samą myśl o nim... Pocą mi się dłonie. Gdyby nie mój ukochany i jakaś świetna dziewczyna, którzy mnie instruowali, spędziłabym pewnie w tym miejscu z pół godziny - aż by mnie ktoś zamordował ;-) 

Powinnam generalnie napisać tu jakiś pean na cześć mego lubego. Podziwiam go za spokój i rozwagę. I za to, że się nie bał, dla niego to był pikuś, a dla mnie walka z lękami. Spokojnie w kryzysowych momentach instruował mnie - "prawa noga na tę skałę, prostuj, lewa na ten cypelek, łap łańcuch, druga ręka na skałę... Pamiętaj o sile nóg, zaufaj im, nie podciągaj się na rękach! Nie bój się i wyprostuj wreszcie tę nogę. Widzisz? Udało się!" - i tak z pięćset razy minimum. Gdyby nie on, nie dałabym rady. Dziękuję, mój zwinny hardkorze :* 

Trasa na Zawrat jest dość trudna, a przy takich warunkach, jakie tam panowały, niebezpieczna, dlatego polecam nią wchodzić, zejście do Doliny Gąsienicowej jest na pewno jeszcze trudniejsze. Dlatego ja, wiedząc, że przez lód i korki straciliśmy sporo czasu i jest ryzyko schodzenia po ciemku, postanawiam jednak zdobyć Świnicę. Nie chcę znowu mierzyć się z Zawratem. 

Dobrze, że na trasie na Świnicę nie było już żadnego lodu, więc mimo trudności wspinaczkowych nie było już tego stresu. Tak to jest w górach - zima, a za chwilę lato. 

Podobno ta trasa jest nazywana Małą Orlą Percią (swoją drogą wchodząc na Zawrat, poszłam za osobami, które skręcały na Orlą Perć... Pewnie gdybym była sama, polazłabym tam biedna. Byłoby małe "zdziwko"). 

Postanawiamy więc wracać do Przełęczy Świnickiej, potem do Murowańca i po nocy do Kuźnic. Pamiętajcie o zabieraniu latarek i gwizdka - spotkanie z niedźwiedziem to nie jest wymarzona opcja... Gwizdek odstrasza zwierzęta, no i możecie wzywać pomoc. 

W Zakopanem czekało już auto. Co to było za szczęście :-) 
Babie lato, jesień w Tatrach jest wyjątkowa.

Magia.

Czarny Staw Gąsienicowy. 



Yyy, ten, no właśnie. No to wchodzimy na Zawrat... 
No dobra, przełęcz Zawrat zdobyta. 2159 m n.p.m.
Czas na Świnicę...
Hihi, haha, no sama przyjemność... Klamry, które mnie tak zawsze przerażały, okazały się niegroźne. Ba - jakże pomocne ;-) 

Świnica zdobyta. Jest radość. 2301 m n.p.m.
Cudne zakończenie dnia. Są i kozice.

No to powrót. Dość męczący, bo po ciemku to wszystko jakieś monotonne. Ale za to ile emocjonujących myśli kotłujących się w głowie. 

Zobacz też

6 komentarze

  1. WOW, cudownie tam ja w tym roku byłam na kasprowym, kopie kondrackiej i giewoncie jeżeli chodzi o tatry jeszcze planuje jakąś wyprawę w tym roku. Marzy mi się Kozi Wierch, ale chyba lepiej w lato się tam wybrać.

    ZAPRASZAM DO SIEBIE i obserwuje bo widzę , że blog w moim klimacie również

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym roku chcę na pewno Kasprowy! :) Też byłam na Kopie.
      Kozi Wierch - oj, latem, latem :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Niezły korek na Zawrat!!! Uch, tam to tylko w dobrym towarzystwie ;).
    P.S. 1. Też potrzebuję opanowanego ,,trenera" ;)!!!
    P.S. 2. Piękna wycieczka!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. W górach jest wszystko, co kocham :), ale na Zawracie ani Świnicy jeszcze nie byłam. Jakoś nam nie po drodze (mnie i mojej grupie górskiej). Argumentem, który jest zawsze przeciw Tatrom jest właśnie ten tłok... Dlatego byłam tam tylko dwa razy.
    A teraz będzie o wyposażeniu. Mam wszystko! Hehe. U Ciebie zmieniłabym tylko plecak na jakiś prawdziwie turystyczny model (z pasem biodrowym i innymi bajerami).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że takowy posiadam! ;) Ale na krótkie wypady, kiedy wszystko nosi mój facet, zakładam ten ;-) Zresztą na tej trasie mój duży plecak mógłby przyczynić się do mojego... Zgonu w postaci odpadnięcia od skały ;)
      Nie polecam tej trasy z uczniami! Myślę, że to jednak za wysoki poziom i zbyt duże niebezpieczeństwo.
      Polecam w takim razie Tatry - myślę, że mimo wszystko piękniejszych gór u nas nie ma... :)
      Pozdrawiam!

      Usuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram