Jak za niewielkie pieniądze przetrwać zimę

Lodowaty powiew dotyka zimnej skóry mimo kurtki i swetra, panoszy się zachłannie, z satysfakcją tworząc gęsią skórkę. Płatek śniegu roz...

jak tanio ubrać się zimą, jak przetrwać zimą, ciepła zima

Lodowaty powiew dotyka zimnej skóry mimo kurtki i swetra, panoszy się zachłannie, z satysfakcją tworząc gęsią skórkę. Płatek śniegu roztapia się na szyi i płynie powoli po ciele mimo nonszalancko zarzuconego szalika. Palce u stóp ruszają się nerwowo, próbując się bezskutecznie rozgrzać...
Co zrobić, żeby zima była przyjemniejsza, a aura za oknem nie zmuszała do zaszycia się pod kocem z kubkiem herbaty, ale napędzała do działania na świeżym powietrzu? Jak przetrwać rano i późnym wieczorem na przystanku? Ale przede wszystkim - jak nie wydać na ubrania i dodatki fortuny? Podpowiedzi znajdziecie poniżej.


W dzieciństwie nie słuchaliśmy mam, które z uporem maniaka powtarzały o czapce, rękawiczkach i szaliku. To jednak nieocenione rady. 
Czapka - jeśli jesteście ogromnymi zmarzluchami, poszukajcie czapki, która ma w składzie bardzo dużo wełny - nic was tak nie ogrzeje. Mi zazwyczaj za gorąco w głowę (chyba za intensywnie myślę), więc wybrałam taką, która tej wełny ma niewiele. Kosztowała po przecenie jakieś 25 zł
Szalik - postarajcie się o wełniany albo kaszmirowy. Nie, nie musicie wydawać milionów monet - wszystkie, które są widoczne na zdjęciu, zakupiłam w lumpeksach. Bordowy jest w stu procentach kaszmirowy, milutki w dotyku, reszta wełniana. Każdy kosztował 3 zł. Są dość małe, nie przepadałam za takimi szalikami, jednak grzeją lepiej niż wielkie akrylowe koce z sieciówki, które noszę przy wyższych temperaturach. Jeśli zaś nie lubicie szalików, wybierzcie komin, ale uważajcie, żeby dobrze się nim opatulić. Wiatr dostanie się wszędzie! Ten ze zdjęcia jest od widzimisie, wykonany jest z dresowej, grubej dzianiny. Kosztował 59 zł
Rękawiczki - jestem na etapie poszukiwań. Aktualnie noszę wełniane, przywiezione z Nepalu, i skórzane - wygrzebane, po babci. Poszukajcie fajnych cen i składów w sieci, w lumpeksach i na strychach :)


Na co dzień chodzę w dwóch parkach - dłuższej i krótszej. Przewijają się tutaj praktycznie od początku bloga. Krótsza ma więcej sztucznego futerka w środku i jest zdecydowanie grubsza - kupiłam ją w New Looku ze cztery lata temu i nadal mi służy. Kiedy jest naprawdę zimno, zakładam h&mową kurtkę  bałwana zakupioną w lumpeksie. Wprawdzie jest sztuczna, nie ma w składzie żadnego fajnie grzejącego pierza, ale naprawdę daje radę. Jest też świetna w góry. Kosztowała jakieś 20 zł. Jak temperatura oscyluje powyżej zera, wybieram nieocieplany, ale w stu procentach wełniany płaszcz z lumpeksu, który kosztował jakieś 12 zł. Kocham go!


Ciepła bielizna to podstawa. Jak jest bardzo zimno, pod spodnie zakładam ciepłe rajstopy albo bieliznę narciarską przypominającą legginsy (zakupiona w Decathlonie za jakieś 20 zł), na górę podkoszulek termoaktywny z długim rękawem (również Decathlon, jakieś 15-20 zł), który dobrze sprawdza się w górach, ale i na co dzień, ponieważ sporo się ruszam. Jeśli jest trochę cieplej, wystarczy podkoszulek/top wciśnięty obowiązkowo w spodnie - wiatr nie może tam hulać! Potem grubszy lub cieńszy golf (moje za całe 4 zł z lumpeksu) i sweter z dużą zawartością wełny. Szary kosztował 3 zł i służy mi już wiele lat, ten drugi jest z wełny jagnięcej, bardzo miły w dotyku, ciepły - kosztował również jakieś 3 zł. W lumpeksach teraz jest zatrzęsienie swetrów - sprawdzajcie metki, macajcie - to nie boli!



No nie śmiejcie się już tak. Skarpety to bardzo ważna sprawa ;-) Te zwyczajne, które oprócz ładnego wyglądu nie spełniają większej cieplnej roli, zakładam tylko na grube rajtuzy albo jak jest względnie ciepło. Moje liski i Take Me To The Mountains kupiłam za ok. 28 zł w Oysho. Nie mogłam się oprzeć. Reszta to mniej lub bardziej wełniane okazy. Różowe zostały wydziergane, ze śnieżynką pewnie przywędrowały z jakiegoś Zakopanego. Często chodzę też w skarpetach narciarskich i górskich z Decathlonu. Zwykle na parę ciepłych skarpet nie wydaję więcej niż 10-15 zł



Tu miałam niezły orzech do zgryzienia. Od roku jestem wegetarianką, ale jeszcze nie potrafię zrezygnować ze skórzanych butów. Proszę nie potępiać i nie oceniać, po prostu jak dla mnie nieskórzane buty i torby szybko kończą swój żywot. Przynajmniej w moim przypadku.
W tym roku nie mam superocieplanych butów. Czarne skórzane botki, bardzo proste i klasyczne, zostały kupione w niemieckim Deichmannie, są lekko ocieplane i bardzo wygodne. Z fajnymi skarpetami na razie dają radę. Białe klasyczne reeboki też nosi się świetnie, przy temperaturach oscylujących wokół zera są idealne. Są oddychające.
Każda z par kosztowała ok. 200 zł



I co bardzo ważne - wspomagajcie się! Jeśli poruszam się komunikacją miejską rano, zawsze mam ze sobą kubek termiczny z gorącą kawą albo herbatą. Są na rynku niedrogie ogrzewacze do rąk, które można włożyć do rękawiczek. Codziennie jem rozgrzewające posiłki - na zdjęciu kokosowy dal, przepis z jadłonomia.com (używam mnóstwo przypraw: imbir, cynamon, chilli, kardamon, goździki, kolendra etc.). 


Nie dajcie się zimie, ona bywa naprawdę miłą panią, mimo że moja mina wcale tego nie odzwierciedla :-) 

Macie jakieś swoje sposoby?

Zobacz też

9 komentarze

  1. Piękna mina, idealna ilustracja:D
    Z rad zakupowo-lumpeksowych dodałabym jeszcze myślenie o zimę w czasie wiosenno-letnim, wtedy można kupić naprawdę fajne rzeczy w niskich cenach (bo nikt wtedy o śniegu nie myśli i nam ich nie wykupi;). W tym roku w wakacje trafiłam na wielki, kremowy szal z wełny owiec z wewnętrznej mongolii (cytuję metkę;) za miłą cenę 3zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, racja, wprawdzie jest ich wtedy mniej, ale rzeczywiście kilka fajnych łupów dorwałam latem :)
      Zazdroszczę szala, musi być przeciepły ;)

      Usuń
  2. Prawdziwej zimy, to u nas już dawno nie było, jednak popieram - warto o siebie dbać w tym okresie, bo takie nie wiadomo co za oknem jest gorsze od siarczystych mrozów :)

    Zapraszam też na: Fischer Progressor 800

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jest zimniej, jak jest taka "ciaplyta", niż podczas mrozu, kiedy otacza mnie biały puch... ;-)

      Usuń
  3. hej, super post, jak przetrwać zimę, ja też stosuje ten patent z gorącą herbata w jkubku termicznym, nosze ze sobą, czapkę rękawiczki, chociaż nie pada śnieg, ale mieć je ze sobą. Ubieram się na cebulkę, i jakoś da się przetrwac. Pozdrawiam i zapraszam do mnie na http://www.lap-stajla.blogspot.co.at/

    OdpowiedzUsuń
  4. O proszę, zawsze myślałem, że moda musi być droga :) Muszę się wreszcie przekonać do czapek, bo chociaż ich nie znoszę, to na szlaku długo bez niej nie wytrzymam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Je tam ;-) To tak jak ja zawsze myślałam, że bez markowych i megadrogich ciuchów w góry nie da rady jeździć ;p A w sumie wystarczy zainwestować w kilka elementów typu buty, a resztę da się dorwać nawet w lumpeksach ;) Ile ja mam softshellowych bluz i polarów za grosze ;)

      Usuń
  5. Czy był jakiś wpis o lumpeksach na Śląsku? Chętnie bym się dowiedziała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest cała zakładka u góry lumpeksy :) Katowice, Tychy, Sosnowiec i Bytom.

      Usuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram