Alpy bawarskie dla każdego

Kiedy byłam już pewna, że jedziemy do Bawarii, wiedziałam, że Alpy nie mogą zostać nieuwzględnione w mych planach. Widziałam już oczami...

New Balance, trekking, wakacje, lato

Kiedy byłam już pewna, że jedziemy do Bawarii, wiedziałam, że Alpy nie mogą zostać nieuwzględnione w mych planach. Widziałam już oczami wyobraźni te wszystkie monumentalne szczyty. Siebie na ich tle. Co tam, że ponad trzy godziny drogi autem od miejscowości, w której mieszkaliśmy. Góry to góry, muszą być moje!

Groźne chmury trochę odstraszyły nas od poważnych wysokogórskich wycieczek. Smuteczek pojawił się w serduchu. Ale wystarczyło, że zadarłam łeb do góry i wiedziałam, że mogę siedzieć choćby na dole i będę się radować samym widokiem cudownych Alp. Tak źle na szczęście nie było. Ruszamy!

Zaczynamy w głównym ośrodku turystycznym, czyli Garmisch-Partenkirchen. Nooo, wiecie, latał tam na przykład Małysz. Od 1953 co roku odbywają się zawody skoków narciarskich w ramach Turnieju Czterech Skoczni na Große Olympiaschanze. W 2008 roku skocznia została przebudowana.
W 1936 połączono dwie wioski na czas odbywających się tu zimowych igrzysk olimpijskich. I tak już zostało.
Można tu przyjechać i obrać za cel Zugspitze, najwyższy szczyt Niemiec. Wyprawa to jednak dla wytrwałych. Jak w każdych górach trzeba być ostrożnym i rozważnym. Pewnie kiedyś zdobędę przy wszystkich sprzyjających okolicznościach :-) 



No dobra, ale najpierw zabieram Was do Kanionu Partnachklamm. Jego ściany wznoszą się na wysokość 80 m. Ten początek wycieczki zapiera dech w mej wątłej piersi i już wiem, że to będzie idealny dzień, niezależnie gdzie pójdę. 


Lodowata woda!


Po śniadaniu zjedzonym w pięknych okolicznościach przyrody ruszamy na Eckbauer. To prościutka trasa, więc kiedy tylko wkraczamy w las i nie ma pretekstu, żeby cykać sto takich samych zdjęć, obieramy konkretne tempo. Trasa to takie zawijasy, że może znużyć, ale idzie się przyjemnie. Wyprzedzamy wszystkich - chyba tak nam prędko do widoków. Toć nie widzieliśmy ich już jakieś kilkadziesiąt minut! 



Na górze jest schronisko, w którym można się posilić i wypić oczywiście niemieckie piwo. Można tu też zobaczyć charakterystyczne malunki.



Potem oddajemy się zwiedzaniu okolicy. Przysiadamy i gapimy się w skały. Niczego do szczęścia już nie potrzebuję! No... Chyba że stu takich samych fot ;-) 

Chcę takie okiennice! 









Kapelusz i okulary - kupione w Niemczech, buty, spodenki - New Balance, T-shirt - second-hand, nerka - Case Closed, plecak - Pull&Bear

Proszę tylko bez komentarzy, że nie mam specjalistycznego plecaka, kapelusz na łbie jak wariatka i buty biegowe ;-) Wspinania po Orlej Perci nie było, a ja nie jestem nowicjuszem, który nie wie, jak zachować się w górach... :) 


Zobacz też

6 komentarze

  1. Piękne zdjęcia, Alpy Bawarskie są zachwycające, a Twoja traperska stylówa super :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie, szczególnie jako wielbicielkę Śląska i ciucholandów :)
    Lumpola
    http://lumpola-style.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. ładnie

    https://skucinskaemi.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie masz specjalistycznego plecaka! W góry w takim stroju?!
    Ok, teraz poważnie :)Fajny, górski klimat. Tak jakoś sielankowo. Tam się na razie nie wybieramy, bo chwilowo dosyć mocno zachorowaliśmy na Tatry i nie zamierzamy się leczyć :D Czekam na ten Kościelec!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wzięłam na tego spontana kościelcowego aparatu, ale opis wrzucę ;) Na Rysy teraz chyba ruszam w końcu, odhaczyć do Korony trza ;p
      A Alpy podobne do Tatr, ale rzeczywiście bardzo sielankowo tam :)

      Usuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram