Tajemnicza góra - Kościelec

Mówi się, że to góra strachu. Że miewa swoje humory. Bywa kapryśna i zmienna. Hmm, jak kobieta - myślę sobie. W takim razie to idealny cel...

Mówi się, że to góra strachu. Że miewa swoje humory. Bywa kapryśna i zmienna. Hmm, jak kobieta - myślę sobie. W takim razie to idealny cel! Muszę ją zdobyć. Bo chyba dwie kapryśne baby się dogadają, co nie? 

 trekking, wspinaczka, Poland, New Balance


A jak było naprawdę? Piątek. Godzina 21. J. rzuca krótkie: Jedziemy jutro w Tatry? Pobudka o 3 i ruszamy. Kłębią się we mnie różne myśli: 
O 3? Po takim tygodniu? Nie dam rady! Wieczorem Julia Pietrucha w Kato, zaśniesz przecie. Julka, ale piękna pogoda w Tatrach. A tam, może się zmieni. Mam dość tatrzańskich przygód. Eee, ale może pojedziemy w lajtowe miejsce, odpoczniesz na jakiejś łączce?
 - Jedziemy na Kościelec, zajedziemy, wejdziemy, wrócimy i zdążysz na koncert - komunikuje J. - OK - grzecznie odpowiadam. 
Szykuję prowiant, górskie wdzianko, wertuję "n.p.m" i zasypiam. 

W drodze do Zakopanego w ogóle nie chce mi się spać, czuję się wypoczęta. Potem okaże się, że to jednak tylko pozory, a słońce da mi się we znaki. Parkujemy przy drodze Oswalda Balzera i ruszamy czarnym szlakiem Doliną Suchej Wody. Pierońsko zimno o poranku, łapy mi marzną, uszy zresztą też. Nic nie zapowiada pustynnych upałów. Szlak sam w sobie jest nudny. Widoków zero. Nie zatrzymuję się więc i pędzę do Murowańca. Jestem zaskoczona, gdy docieram tam tak szybko. Wg mapy miałam być tu 40 minut później. A to już? Zadyszki zero? Duma! Zważywszy, że przerwa w bieganiu zrobiona, popalanie wkroczyło do akcji, lenistwo się zaczaiło... A tu proszę, dobrze jest. Łapię więc szybko pieczątkę do książeczki i biegnę nad Czarny Staw Gąsienicowy. 

Takie cuda natury po drodze...

Upał się rozkręca. Ludu kupa. Biegnę więc, a tu jak na złość wszyscy idą dość powoli. Dyszą, sapią, skwar nie pomaga. Pff. Wyprzedzam niczym młoda kozica praktycznie wszystkich i gnam, gnam - ku mojemu ukochanemu miejscu. Co tam, że rodzinki, że młodzież, że tyyyle ludu - siądę nad wodą i będzie pięknie. Tak też jest! Zajadam śniadanie, uzupełniam płyny i odpływam. Pojawiają się nawet myśli: Jest mi tak błogo, mózg odpoczywa, może odpuszczę Kościelec i posiedzę na Czarnym Stawem Gąsienicowym? Niee no, nie bądźmy śmieszni. Nie darowałabym tego sobie. Ruszam!




Ten nieco przydługawy odpoczynek trochę chyba osłabił moje siły, bo pierwsze podejście  czarnym szlakiem nie jest już takie wesołe. Szlak szybko nabiera wysokości. Nie pędzę już jak młoda kozica, moje ruchy przypominają bardziej niedźwiedzia. Cyknę fotkę. O, jeszcze jedną. O, no co za widok! - każdy pretekst jest dobry, by trochę odpocząć, bo żar z nieba zaczyna mnie irytować. Zawsze pojawia się obawa w takich momentach, bo mimo nakrycia głowy jestem bardzo podatna na udary i przegrzanie. Czas pokaże, że obawy były słuszne. Szlak początkowo nie sprawia żadnych trudności, wygodne kamienne schodki. Perć wiedzie jednak zakosami i wiadomo, trzeba uważać. Szczególnie jak jest mokro, o poślizgnięcie nietrudno!


Po ok. 30-40 minutach zdobywam Mały Kościelec. Widzę już Świnicę, Kasprowy, Niebieską Turnię. 3 minuty odpoczynku i ruszam dalej, cobym z sił nie opadła. Spacer łatwą granią trwa jakieś 5 minut i dochodzę do Przełęczy Karb, skąd widzę w całej okazałości mój cel. Kościelec! Jakiż on piękny i tajemniczy!


Dobra, ruszam dalej czarnym szlakiem. Widzę Cię, będziesz mój! Im dalej w las (hmm, to określenie chyba niezbyt adekwatne w tym przypadku), tym więcej trudności. Ale nie są to trudności wymagające, spokojnie. Tu noga wyżej, tu łapa chwyta kamyczek i hops, do góry. Pierwsza przeszkoda pojawia się w postaci małego kominka, w internetach jest słynny, na wszystkich blogach i filmach można go podziwiać. Dwie minuty i po strachu. Kominku, myślę, chowasz się! Ten na Zawrat to dopiero rozkminka. 

Hopsa, hopsa, tralalala


Przeszkodą dla niektórych jest fakt, iż nie ma tu żadnych sztucznych ubezpieczeń. Wiadomo, jak widzimy łańcuchy i klamry, to z jednej strony pojawia się w głowie myśl O kurde, ten szlak musi być trudny, skoro zainstalowali tu tyle żelastwa, a z drugiej strony czujemy się jakoś bezpieczniej, dzierżąc to to w łapie. 


T-shirt - lumpeks, spodenki - New Balance, buty - Jack Wolfskin, plecak - Quechua
Po progu skalnym ścieżka nie nastręcza na razie trudności - prowadzi od jednej krawędzi masywu do drugiej. Po drodze pojawia się nawet mały trawersik - raz, dwa i po strachu. Ale pamiętajcie, po opadach może być ślisko i niebezpiecznie! 

Im wyżej, tym więcej trudności. A Kościelec ani drgnie - nie przybliża się, nie oddala, można zwariować. Pojawiają się duże skupiska kamieni, ściany, po których trzeba się wspiąć. I tak zostanie do szczytu - łapy i nogi uważnie szukają odpowiednich miejsc i do góry! O, znowu jakaś ściana. Włażę, włażę, włażę. O, jestem na szczycie! Jak to się stało?! Tak właśnie wygląda wejście na tę górę. Wspinasz się, wspinasz i nagle: surprise! 

Jezusićku, nic nie widzę!

Może jak zasłonię się włosami, nie będzie widać czerwieni na gębie?


Szczyt - w sezonie nie ma co liczyć na chwilę prywatności. Tłumy go oblegają, a miejsca mało i należy zachować ostrożność! Chwila nieuwagi i o wypadek nietrudno. Można tu podziwiać Tatry Zachodnie (odwracam wzrok, bo przypominam sobie ostatni pobyt), Orlą Perć, Świnicę - jakaż ona stąd ogromna i cudowna! Jak to możliwe, że Cię zdobyłam, świńska górko?! - myślę. Siedzę jak przyklejona do głazu, bo trochę w tym tłumie boję się wiercić. Siedzę i myślę sobie o zejściu. Kuloski trochę coś się potrzęsują po tych małych wspinach, a ja nie cierpię złazić. Facjatę trza przyklejać do zimnych skał i spuszczać długie kończyny. Toć dupozłażenie takie fajne! Co tam, że niebezpieczne. Co tam, że se spodnie na czterech literach można rozwalić. A tu się nie da, trza po bożemu! 

No ale... Ruszam. Pierwsza ściana nie należy do łatwych. Albo tak: ja to na spokojnie muszę, porozkminiać, ze skałą pogadać. A tu klops: ludziska stoją i czekają na swoją kolej. A wiadomo, ludzie do cierpliwych nie należą Teleportować się mam? Odczepcie się! Tu jakiś dżentelmen chce rękę podać, tu drugi coś mówi. O nie, panowie. Uno momento, skrzydeł nie mam. Rachu ciachu i po strachu. Kilka trudniejszych skał i droga staje się dość łatwa. Kominek też pokonuję raz, dwa, a cudowna ekipa pań, która grzecznie czeka, aż zlizę, kibicuje i pochwala me wybory do stawiania kulos w szczelinach ;-) 

Wszystkie trudności pokonane, hurrrraaa! Czas wprowadzić trochę życia w te spokojne wody i zamoczyć nogi. Lodowato, ale przyjemnie. Wybieram szlak tym razem do Zielonej Doliny Gąsienicowej, a potem ruszam tą samą drogą - do Murowańca i na parking. 




Droga ze schroniska to MĘCZARNIA. Te kamyki, po których skakałam jak zwinna koziczka, są straszne. Bolą mnie biedne stopy. Mam w głowie wizję, że znowu zejdą mi paznokcie (fuj!), tak jak to miało miejsce po Świnicy. Zdążyłam je podleczyć i znowu będzie męczarnia. Jak na złość co chwila uderzam w jakiś kamień i chce mi się wyć z bólu. Zaczynam też dostrzegać, żem czerwona na łapach i twarzy. Słońce dało mi popalić. Głowa też jakaś ciężka i coś zaczyna w niej tlić. Ból. Tylko nie to. 

Po stu godzinach (tak mi się wydawało) docieramy do parkingu. Wsiadam do auta i już wiem, że migrena nie odejdzie. Będzie się mnie trzymać jak Mały Głód. Tylko że nie mam na nią tak skutecznego leku jak Danone. Tablety nie chcą działać, a słońce walące prosto w twarz praktycznie przez całą drogę nie pomaga. 

Koncert Julii Pietruchy to mój mały koszmar - zmęczenie, senność, ból i spokojna muzyka. Mieszanka niekoniecznie trafiona. A potem sen. Długi sen. 

BŁOGO. 

Kocham Tatry!

Zdjęcia robione telefonem. Dupy nie urywają. 

Zobacz też

3 komentarze

  1. Kocham góry, a do Tatr żywię szczególny sentyment :)
    Super zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nieźle! Czekałem na opis szlaku z Brzezin - nie zawiodłem się :D Może i płaski i w miarę szybko się idzie, ale nuda okropna. No a sam Kościelec to już coś. Moja pierwsza "poważniejsza" góra. Podoba mi się okropnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ładnie
    https://skucinskaemi.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram