Śnieżka od czeskiej strony

Kiedy zdecydowałam część urlopu spędzić w czeskich górach, wiedziałam, że muszę zobaczyć Skalne Miasto i obejść mało popularne trasy, b...


Kiedy zdecydowałam część urlopu spędzić w czeskich górach, wiedziałam, że muszę zobaczyć Skalne Miasto i obejść mało popularne trasy, bez dzikich tłumów. Podczas wypadu zrodził się jednak we mnie pomysł zdobycia Śnieżki - w końcu kiedyś wymyśliłam sobie Koronę Gór Polski, byłam na niej tylko jako dziecko - wypadałoby zdobyć. No to dzisiaj zabieram Was na najwyższy szczyt Karkonoszy, a zarazem Sudetów i Czech. 

W Czechach byłam z mamą, która nie jest górskim wędrowcem jak ja, dlatego postanowiłam ją przekonać do takiej formy spędzenia wakacji. Wprawdzie kiedyś zabrałam ją do Zakopanego, ale może lepiej na łamach bloga nie będę wspominać tego wyczynu. Byłam wtedy młoda, owszem - góry już mnie fascynowały, ale nie miałam o nich zielonego, a nawet bladego pojęcia. O prawidłowym obuwiu i ciuchach nawet nie wspomnę - Grażyny pełną parą. Po wielu latach postanowiłam powtórzyć wspólne spędzanie czasu w górach mało popularnych. Chciałam pokazać mamie, że i góry, i Czesi są naprawdę super. Chyba mi się nawet udało. 


Kolejka na szczyt
Nie, nie obawiajcie się, aż takich tłumów nie ma ;-) Po kilku dniach wspólnych wędrówek wspólnie ustaliłyśmy, że podjedziemy do miejscowości Pec pod Sněžkou, mama wjedzie kolejką na górę, a ja samotnie wybiorę się na nogach. Dzień był piękny, więc szczęśliwa pożegnałam się z mamą na dole i żwawym krokiem ruszyłam do góry zielonym szlakiem. Mapa turystyczna podpowiadała mi, że to trasa na równe 3 h. Stwierdziłyśmy więc, że mama kupi widokówki, coś do picia i poczeka na mnie na górze. Rzeczywistość okazała się jednak spłatać nam figla. Mimo upału samotny marsz był naprawdę piękny - byłam tylko ja i moje myśli - wierzcie mi, wtedy potrafię być nieobliczalna. Po 2 h byłam już na szczycie. (Wcześniej można jeszcze odpocząć w schronisku Růžohorky, a potem żółtym szlakiem skierować się ku Śnieżce). Okazało się, że moja mama... dopiero powoli szykuje się do wejścia do wagonika. Współczułam jej serdecznie czasu spędzonego w kolejce, ale jakąś cenę trzeba zapłacić... ;-) Nagrodziłam się szybko piwem i znalazłam skrawek zieleni, by przysiąść i delektować się w słońcu widokami. Bo ludzi było naprawdę duuużo. 


Dom Śląski - droga przez mękę
Gdy mama już do mnie dołączyła, zrobiłyśmy sporo zdjęć i postanowiłam zabrać ją na obiad do Domu Śląskiego, schroniska po polskiej stronie. Droga jest kamienista, a tłumy nie ułatwiają jej pokonania - traci się całą przyjemność. Upał dawał się we znaki, ale jedzenie zawsze potrafi mi wszystko zrekompensować. W tym miejscu pragnę pozdrowić Mariusza i jego rodzinę! Wprawdzie wydawało mi się, że usłyszałam gdzieś nazwę swego bloga, ale wiecie - pomyślałam, że może mam paranoję. Na szczęście nie! Miło mi, że ktoś czyta moje górskie wypociny i podziela pasję do gór. No i jak spędza urlop w tych samych miejscach, to już w ogóle :-) 

Po obiedzie trzeba było swoje pupy znowu wgramolić na Śnieżkę, żeby zejść z powrotem do Czech, gdzie zostawiłyśmy auto. Ucieszyłam się, że mama chociaż trochę dostała w kość podczas tego upału - a co! 



Ze mną się nie zgubisz? 
W drodze powrotnej tak się zagadałyśmy (bodajże o jakiejś książce), że z rozpędu gdzieś skręciłam. Ludzi na szlaku już praktycznie nie było ze względu na dość późnawą porę. Mama trochę się martwiła - na szczęście podczas całego wypadu byłam dla niej nawigacją i to ja kierowałam wycieczkami. Nie bała się nawet, jak postanowiłam dzień wcześniej po prostu iść szlakiem, nie mając pojęcia gdzie prowadzi. Szła dzielnie za mną i nie marudziła. Doprowadziłam ją świadomie do celu? Doprowadziłam. Odkryłam w sobie, że wcale nie jestem takim imbecylem bez orientacji w terenie, tak jak ktoś mi kiedyś wmawiał. Radzę sobie nieźle!
Na szczęście szczęśliwie dotarłyśmy ze Śnieżki do auta - trochę marsz wydłużyłam, ale co tam - było pięknie! I smacznie się spało :-) 
Figurę mam po mamie ;-) 

W weekend znowu wracam w Tatry - trzymajcie kciuki za piękną pogodę i wędrówkę :-) 

Zobacz też

3 komentarze

  1. Czy szłaś szlakiem, który prowadzi pod trasą kolejki? :D Dwa lata temu nią jechałam i było mi smutno patrzeć na tych wszystkich ludzi z góry. :D Ale ja ostatnio mam już dosyć Karkonoszy, przejadły mi się. Musiałabym wybrać się do Czech i omijać Śnieżkę z daleka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, dokładnie tym szlakiem :D
      Rozumiem Cię, czasem mam tak z Beskidami :)

      Usuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram