Trasa w Tatrach dla początkujących

M., która postanowiła rozpocząć swoją przygodę z Tatrami, cieszy się niesamowicie i przed wyjazdem wyobraża te wszystkie szczyty, które ...


M., która postanowiła rozpocząć swoją przygodę z Tatrami, cieszy się niesamowicie i przed wyjazdem wyobraża te wszystkie szczyty, które zobaczy. Zdaje się na mnie i powierza ustalenie trasy. Nie przewidziała jednak, że... nie zobaczy NIC. 

Właśnie spakowałam plecak na kolejny weekend w Tatrach. Powiecie - zgłupiała. Może i zgłupiała, ale nie kocham żadnego miejsca tak jak gór. Ale to już pewnie wiecie. Za każdym razem (oczywiście sapiąc pięknie) mówię - eee, po co się pchać, pocić i męczyć. Potem jestem na miejscu i nagle nie ma już nic. Jestem ja i one - monumentalne skały. No ale nie tym razem...

W drogę, dziołchy!
Docieramy po 6 do Zakopanego. Łapiemy busa i z Palenicy ruszamy asfaltówką w stronę Morskiego Oka. Przy Wodogrzmotach Mickiewicza odbijamy w kierunku Doliny Roztockiej i ruszamy do Doliny Pięciu Stawów. Tam mamy zastanowić się, co dalej - w planach miałyśmy Szpiglasowy Wierch. Cały czas siąpi upierdliwy deszcz, wiemy więc już, że raczej lepiej nie będzie. W Piątce zamawiamy obrzydliwą kawę i raczymy się solidną porcją czekolady. Widoczność - żadna. Złazimy nad stawy i... widzimy trochę wody. To wszystko. Jestem załamana, bo liczyłam, że M. będzie wydawać okrzyki radości, będę jej opowiadać, co widać wokół... Plany poszły się... 



Rodzinna histeria i damska torebka
Skoro Szpiglasowego nie będzie, ruszamy w kierunku Morskiego Oka. A nuż coś będzie widać? Pniemy się więc najpierw w górę - szłam tędy miesiąc temu, więc wyobrażam sobie, że znów mam piękne widoki przed sobą. Wyobraźnię mam bujną, więc jest idealnie. Wszystko burzy rodzina, która kroczy za nami. Córka ma włączoną muzykę na telefonie, który dzierży w dłoni. Ciągle marudzi. Jest coraz gorzej - pojawiają się jakieś "histeryjki", a rodzice nadają i nadają jak najęci. Co ciekawe, co uciekamy, oni ciągle się gdzieś wyłaniają... Punktem kulminacyjnym pod koniec naszej pięknej drogi ku Morskiemu jest pan trzymający w dłoni wielką paczkę chipsów, przepasany dużą damską torebką swej partnerki... Chyba nie był świadomy tego, co go czeka. Szlak jest dość łatwy, ale jednak dość męczący, szczególnie w taką pogodę. Było naprawdę mokro. 




Mokasyny i złote adidasy
Nad Morskim Okiem jak to nad Morskim Okiem - tłumy. Widoczność nadal zerowa. Panie w ekoskórkach, z różowymi torebkami, złotymi adidaskami - standard. Mam wrażenie, że to my z plecakami obładowanymi śpiworami i karimatą przyciągamy spojrzenia, jakbyśmy były tu nie na miejscu.
W zatłoczonym schronisku przysiadamy gdzieś kącikiem, pijemy drugą kawę i raczymy się szarlotką. Potem ruszamy do najfajniejszego schroniska - Roztoki. Po drodze patrzymy na biedne konie i biednych ludzi, którzy zamiast przejść kilka kilometrów po asfalcie wolą siedzieć i popijać gorzałę. 


Gleba, za którą warto dać 30 zł
W Roztoce zamawiamy pyszne pierogi i wino, płacimy 30 zł za nocleg na podłodze i oddajemy się lekturze. Z niewyspania oczy się kleją, ale dzielnie czekamy do ciszy nocnej, żeby móc rozłożyć swe królewskie łoże. Rano leje, więc zamiast ruszyć choćby nad Czarny Staw pod Rysami, siedzimy w schronisku. Rozpływam się nad szarlotką z lodami i pysznym śniadaniem. Kończymy lekturę i schodzimy na dół... 
Mimo że nie było nic widać, M. jest zachwycona. Wiem, że złapała bakcyla. 


Polecam tę trasę dla początkujących piechurów górskich - nawet bez widoków jest fajnie! :) 

Już jutro ruszamy na Kozi Wierch, mam więc nadzieję, że kolejna opowieść będzie dużo ciekawsza! :-) 

Zobacz też

1 komentarze

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram