Dlaczego chodzę po górach?

To pytanie zostało mi zadane minimum sto razy. Na tyle często, że postanowiłam odpowiedzieć na nie właśnie tutaj - by nie przebijać się p...

To pytanie zostało mi zadane minimum sto razy. Na tyle często, że postanowiłam odpowiedzieć na nie właśnie tutaj - by nie przebijać się przez mur niezrozumienia, ale kierować do tekstu i mieć to z głowy. Bo można drążyć, dlaczego bokserzy obijają się po twarzach, dlaczego biegacze biegają mordercze maratony, dlaczego ludzie siedzą na tyłkach z piwem w ręku i nic nie robią ze swoim życiem. Motywacje są różne. Ja chodzę po górach, bo żadne miejsca na świecie tak mnie nie uspokajają i nie sprawiają tyle radości. 
Czy to już głupota?
Ludzie widzą moje zdjęcia albo czytają relacje i pytają: po co szłaś na Babią w taką pogodę, po pas w śniegu? Warto było, skoro się zgubiliście i nie zdobyliście szczytu? Po co włazisz na Rysy, skoro masz lęk przestrzeni i miewasz niekontrolowaną trzęsawkę nóg? Po co robisz 10-godzinne trasy po Tatrach i schodzisz tak zmęczona, że przez 2 miesiące schodzą Ci paznokcie z palców u stóp? Po co wyczerpana, z wielkim plecakiem, w deszczu włóczysz się przez kilka dni od schroniska do schroniska? Nie wysypiasz się, pocisz, czasem myjesz w zimnej wodzie, targasz ciężary, masz odciski, wyglądasz brzydko. Serio kochasz aż tak góry, że je sobie wytatuowałaś?
Odpowiedź jest prosta: warto to wszystko przeżyć, bo to jedne z najpiękniejszych wspomnień. Tatuaż jest też ich częścią.
Bo tylko tutaj to odnajdziesz
Relacje z górami bywają różne. To coś na tyle intymnego, że w sumie nie powinno się tłumaczyć ludziom swoich pasji. Można w górach być turystą, można być wspinaczem, można jeździć po nich na rowerze, na nartach - dla każdego stanowią zapewne w danym momencie inną wartość. Ja jestem tylko, a może aż turystą. Przez mój lęk przestrzeni nigdy nie zaczęłam się wspinać - ściankę wspinaczkową odwiedziłam aż raz, ale ludzie ze środowiska i instruktor trochę mnie zniechęcili. Zapewne wrócę, na inną. Być może w końcu zrealizuję cel i pojadę w skałki - zazwyczaj osiągam swoje cele, więc na pewno się uda!
To, że po górach tylko chodzę, nie sprawia, że odczuwam je gorzej. Kocham wszystkie górskie zakątki, ale pewnie jak większość ukochałam sobie Tatry (mam też nadzieję na powrót w Alpy). Są na tyle monumentalne, tak piękne i jednocześnie groźne, że nic się w tym momencie już dla mnie nie liczy. Tylko ONE. 
Warto robić coś bezużytecznego
Wanda Rutkiewicz, wielka himalaistka, powiedziała kiedyś, że drażni ją, że ludzie uważają, że to, co robią himalaiści, jest bezużyteczne, nikomu niepotrzebne. Ale nie pomyślą, że jest to potrzebne dla tych, którzy to robią. Że można tego potrzebować, żeby żyć, istnieć. Dlatego tak często odpowiadam, że chodzę po górach dla siebie. Dlatego na przykład zrezygnowałam z robienia Korony Gór Polski i ograniczania tego przedsięwzięcia w czasie. Jak zrobię, to zrobię. Przecież nie muszę na siłę jeździć w miejsca, do których w danym momencie nie mam ochoty się zapuszczać. Nie muszę do trzydziestki (tak jak sobie zamierzyłam) jechać i zdobywać Lackowej i innych górek. Poczekają na mnie. Nie muszę nikomu nic udowadniać. "Góry dają człowiekowi, poprzez zdobywanie wzniesień nieograniczony kontakt z przyrodą – poczucie wewnętrznego wyzwolenia, oczyszczenia, niezależności" - Jan Paweł II.
Inny wymiar czasowy
W górach piękne jest to, że tyle tam turystów, a ja za każdym razem mam wrażenie, że są tylko moje. Jeszcze mocniej to odczuwam, gdy wybieram się w góry sama - to przeżycie wręcz mistyczne. Wystarczy się zatrzymać, rozejrzeć i wszystko wydaje się łatwiejsze. Problemy z dołu nie istnieją w obliczu gór. Tam czas płynie inaczej. Mam wrażenie, że jeden dzień w górach to jak tydzień w dolinie. Bo w ciągu tego jednego dnia można aż tyle doświadczyć. Góry wzywają - gdy tylko czuję, że coś mnie przytłacza, pakuję mandżur i jadę. One nie będą mnie oceniać, dołować. Po prostu będą. Góry to najlepsi milczący przyjaciele. I narkotyk. Uzależniający, ale jakże zdrowy!
Doceń to
Na dole bardzo często nie potrafimy doceniać drobnostek. Z nosami w smartfonach nie dostrzegamy wiewiórki, ciekawego kamyka czy krzaka. W górach zmysły się wyostrzają. Nagle uderza nas jak obuchem woń drzew, szum strumyka, faktura mokrej skały. Nie czujemy już nóg, ale wystarczy zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na monumentalne szczyty i zmęczenie maleje. Wyciągnąć z plecaka coś, czego pewnie na dole byśmy nie zjedli, a będzie nam się wydawało, że trafiliśmy na ucztę do królowej Elżbiety. Łóżko w pokoju wieloosobowym? Kawałek podłogi? Świetnie. Sikacz, którego na dole bym nie wypiła? Toż to lepsze niż najdroższy kraft!
W górach poznajesz człowieka
Góry potrafią powiedzieć nam wiele o człowieku. Dowiadujemy się o sobie czegoś nowego, ale również o innych. Nie bez powodu mówi się, że jeśli tak naprawdę chce się poznać człowieka, wystarczy zabrać go w góry. Na powierzchnię wypływają różne cechy charakteru, których nie dostrzegaliśmy na dole. Trudne warunki scalają ludzi albo wręcz przeciwnie. "Góry sprzyjają pokorze, czyli prawdzie o sobie samym. Uczą jej między innymi przez to, że człowiek zmęczony wspinaniem nie ma ani sił, ani chęci, by udawać, by ukrywać swoja prawdziwą twarz" - ks. Roman Rogowski
No i te piękne, milczące góry nie mają nas dość. Możemy marudzić do woli, a one ani drgną. Ileż one się musiały nasłuchać... ;-) 

Zbliżają się moje trzydzieste urodziny. Zapewne spontanicznie powiem tego dnia: "Góry mnie wzywają i muszę iść" – John Muir.


Zobacz też

4 komentarze

  1. " Góry to najlepsi milczący przyjaciele. I narkotyk " - zgadzam się z Tobą w 100% ! Kocham góry za ten spokój <3

    nouw.com/roksanaryszkiewicz

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie podejście do gór jest zdecydowanie bardziej zdystansowane i uzależnione od sezonowości. Nie ma takiej miłości bezwarunkowej i niepomnej na niewygody;) Latem pójście w góry to dla mnie męczarnia, latem marzę o chłodnych wodach jezior i słonych falach morza. Z kolei jesienią, zimą czy wczesną wiosną góry i pagórki kuszą mnie i przyciągają;) Może dlatego, że lubię zmarznąć, żeby potem ogrzać się w schronisku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie woda nigdy nie pociągała, pewnie dlatego nie umiem pływać :) Ja uwielbiam się męczyć, tak do granic możliwości, kiedy przeklinam, myślę, że nie dam rady, a daję ;) Z górami bywa różnie - ja kocham bezwarunkowo! Wprawdzie w tym roku może się nie udać odwiedzić, bo będę w Wawie i w rozjazdach (m.in. nad morzem), ale pewnie szybko nadrobię:)

      Usuń

No naskrob coś gryfnego, naskrob! Nie wstydź się tak.

Instagram